Na Dachu dzikiej Europy

Dziś jest: Piątek, 18 czerwca 2021, Imieniny: Elżbiety, Marka
Promocje i ogłoszenia »

Rosja

2009-08-10

Na Dachu dzikiej Europy

1 sierpnia 2007r. wyruszyłem na wyprawę, której głównym celem był zamiar wejścia na szczyt Elbrus (5642 m.n.p.m.) położony w Rosji. Zapraszam do przeczytania relacji oraz do galerii zdjęć na: www.picasaweb.google.com/arturkurzawa


Geologicznie, nie należy do pasma Kaukazu, lecz jest wygasłym wulkanem zbudowanym z law andezytowych, prawie w całości pokrytym lodowcami o powierzchni około 138 km² i wiecznym śniegiem (od wys. 3700-4000 m). Z tego względu jest o ok. półtora kilometra wyższy od najwyższych otaczających go szczytów. Leży na północ od głównego pasma Kaukazu.

1 - DZIEŃ:

W środę 1 sierpnia 2007r. wyruszyłem na wyprawę, której głównym celem był zamiar wejścia na Dach dzikiej Europy, szczyt Elbrus 5642m położony w Rosji w górach Kaukazu. W wyprawie wzięły udział 22 osoby w tym dwóch przewodników. Grupa spotkała się na dworcu kolejowym w Warszawie. Stąd ruszyliśmy pociągiem do Moskwy z naszą silną, pełną optymizmu i wiary grupą. Było wesoło, nikt nie odczuwał pragnienia. Za Terespolem przekroczyliśmy granicę, wjeżdżając na teren Białorusi. Tutaj poddano pociąg skomplikowanej procedurze wymiany kół na szerszy rozstaw. Trwało to ponad dwie godziny. Potem już tylko monotonna jazda. Na Białorusi po obu stronach torów posadzony jest pas drzew szerokości kilkudziesięciu metrów, przez który niewiele widać. Cały czas ma się wrażenie że pociąg jedzie w lesie. Podobnie było w Rosji.

2 - DZIEŃ:

Po prawie 22 godzinach podróży, rano 2-go sierpnia po godzinie 9:00 czasu moskiewskiego dojechaliśmy. Nasi przewodnicy poszli załatwiać formalności, kupować bilety powrotne, wymieniać pieniądze itd. a grupa przez ten czas kręciła się w okolicy dworca kolejowego. Czekanie przedłużało się i wreszcie w samo południe poszliśmy do metra i pojechali do hotelu na kwaterę. Dalsza podróż miała być dopiero następnego dnia. Wybraliśmy się więc na krótkie zwiedzanie Moskwy. Celem był Kreml i Plac Czerwony. Niestety mieliśmy pecha, bo z powodu jakiegoś wojskowego święta Plac Czerwony był zamknięty. Trwał koncert dla żołnierzy, którzy w większości byli zdrowo nawaleni gorzałą. Nie można było dostać się na Kreml, ani zobaczyć grobu wodza rewolucji Lenina. Pogoda systematycznie psuła się, zaczęło lać. Pod wieczór każdy jechał do hotelu na własną rękę.

3 - DZIEŃ:

Następnego dnia skoro świt, grupa udała się na dworzec kolejki, którą pojechaliśmy na lotnisko Domodiedowo. Stąd zabrał nas rosyjski samolot i co ciekawe, doleciał po dwóch godzinach do Mineralnych Wód. Powiem szczerze, bałem się. Po szczęśliwym wylądowaniu Kaukaz był już w zasięgu ręki. Przed 16:00 wyruszyliśmy dwoma busami do Tereskola. Jest to wieś, może miasteczko które stało się naszą bazą wypadową na Elbrus. Położone jest na wysokości około 2000m. Praktycznie prawie w nocy po 22:00 odbyła się kolacja w jednej z nielicznych knajp. Zaserwowano nam kluski z mięsem i śmietaną. Z czego było mięso, tego nikt nie wie. Potem były placki, wyglądem i smakiem przypominające nasze naleśniki. Miały też być z mięsem. Na żółtym tle placka widać było brązowe plamki, może było to mięso? Po kolacji czas na sen i odpoczynek. W Tereskolu zakwaterowano nas w dwóch mieszkaniach w bloku. Na jedno mieszkanie przypadało 11 osób. Były dwa lub trzy pokoje, kuchnia, łazienka i kibelek. Spaliśmy na złączonych łóżkach i na podłodze. Tak hartowaliśmy ciała i ducha przed atakiem na górę.

4 - DZIEŃ:

Następnego dnia w sobotę 4 sierpnia była wycieczka na górę Czegiet. Kolejką wjechaliśmy na 2500m, dalej grupa poszła w ramach treningu i aklimatyzacji w kierunku szczytu. Na sam szczyt nie udało się nam wejść. Rosyjscy żołnierze zatrzymali nas i chcieli zezwolenie na wejście. Ponieważ nie mieliśmy, zawrócili nas z powrotem w kierunku górnej stacji kolejki krzesełkowej. Wkrótce potem zjechaliśmy na dół do Tereskola. To był ostatni dzień luzu.

5 - DZIEŃ:

W niedzielę 5 sierpnia o 9-tej rano zaczęło się natarcie. Na dwa busy zapakowaliśmy plecaki i siebie, po czym auta z trudem przejechały 4 km pod górę pod dolną stację kolejki linowej. Osiem osób pojechało z namiotami, wspólnym sprzętem, swoimi tobołami do stacji Mir na 3500m. Reszta z wielkimi plecakami mozolnie wspinała się krok za krokiem w kierunku stacji. Słońce mocno świeciło, niebo bezchmurne i błękitne, temperatura dobra dla plażowiczów. W końcu po 17:00 cała grupa znalazła się na stacji Mir na 3500m. Złożyliśmy nasze toboły razem do kupy. Mieliśmy czas do 20:00. Podziwialiśmy widoki gór i gotowali kolację. Na mnie pozytywne wrażenie zrobił tamtejszy kibelek stereo. Dwa stanowiska w jednym pomieszczeniu. Niestety nie znalazłem chętnej osoby do towarzystwa. O 20:00 kończyły się jazdy kolejką i mogliśmy przygotować sobie nocleg w pomieszczeniu stacji. Dzięki temu nie trzeba było rozbijać i zwijać następnego dnia rano namiotów i było dużo miejsca. Jednak na twardej podłodze nie mogłem spać i 90% nocy przeleżałem, przewracając się z boku na bok.

6 - DZIEŃ:

Następnego dnia w poniedziałek o 8:00 ruszyliśmy na tzw. Boczki na 3750m, tutaj krótki odpoczynek, a następnie dalej do schroniska Prijut na 4100m. Teraz szło mi się znacznie gorzej niż do stacji Mir. Droga do Prijuta dłużyła mi się niemiłosiernie. Szedłem drobnymi kroczkami, powoli, klnąc na cały świat. Wreszcie po prawie 2,5 godzinach dowlokłem się do ruin starego spalonego schroniska. Mogłem zrzucić ciężar z pleców i delektować się osiągnięciem. Niestety zaczęła boleć mnie głowa. Siedziałem głęboko oddychając, nie mając chęci i siły żeby coś zrobić, żeby się w ogóle ruszać. W tym czasie koledzy rozbijali namioty. Samopoczucie poprawiło mi się dopiero wieczorem. Nasze miejsce biwakowe w ruinach spalonego schroniska przypominało wysypisko śmieci. Wszędzie brud, syf, puszki, szkło, worki foliowe, opakowania itd. Zaletą tego miejsca było tylko to, że nie rozbijało się namiotów na śniegu, oraz miało się osłonę przed wiatrem.

7 - DZIEŃ:

Czas płynął nieubłaganie i nadszedł wtorek 7 sierpnia. O 8:00 zaczynamy powoli zbierać się do wyjścia. Będą ćwiczenia aklimatyzacyjno-kondycyjne. Podejście do skał Pastuchowa na około 4500m. Nic nie jem, tylko piję płyny. Przy Prijucie ubieramy raki i dalej idziemy powolutku pod górę. Dochodzimy w końcu w pobliże skał Pastuchowa. Widać tłumy schodzące ze szczytu Elbrusa. Czy z nami też tak będzie za 24 godziny? Postanawiam wraz z Tomkiem i Pawłem dojść do górnej części skał Pastuchowa na 4700m. Około 13:30 wszyscy zaczynamy schodzić do Prijuta. O 17:00 psuje się pogoda i zaczyna walić grad wielkości pestek czereśni. Po paru minutach się uspokoiło, zrobiło się biało. Bryłki lodu nie chcą się za bardzo topić. Mamy zimę w obozowisku. Wszyscy przygotowują się do ataku szczytowego, ruszamy w nocy. O 1-szej ma wyjść pierwsza grupa, godzinę później grupa druga. Decyzję kto idzie w jakiej grupie podejmował nasz przewodnik. Okazało się że większość idzie w pierwszej grupie, ja idę w drugiej grupie. Po ćwiczeniach na skałach Pastuchowa wiedziałem że kondycyjnie dam radę, bo tempo marszu było bardzo wolne. Poza tym mieliśmy iść luzem, bez spinania się liną. Przygotowałem do zabrania tylko niezbędne rzeczy, czyli prawie nic. Plecak będę niósł na zmianę z Tomkiem, zabieramy 3 butelki Isostara, 2-półlitrowe termos z herbatą, czekolady i wafelki. Najcięższy był sam plecak, pusty waży około 3 kg. O 20:00 wchodzimy do śpiworów, trzeba wypocząć. Leżę i nie mogę zasnąć. Inni już śpią, a ja się przewracam z boku na bok. I tak prawie do północy.

8 - DZIEŃ:

Opis wejścia na Elbrus.
Około 1.00 wstaję i zaczynam się przygotowywać do wyjścia. Wbrew pozorom trochę czasu to zajmuje. Ubieram przygotowane wcześniej rzeczy. Wszystko czyste, świeże, przygotowane specjalnie na ten uroczysty moment. Wychodzę z namiotu. Na szczęście pogoda dobra. Niebo prawie bezchmurne, lekki wiatr i mróz. Jest dobrze. Zakładam raki, sprawdzam zawartość plecaka. Najważniejsze to tabletki od bólu głowy i Isostary. Jest aparat fotograficzny, komórka i zapasowe baterie. Wygląda na to że mogę ruszać. O 2:00 ruszamy. Idziemy z zaświeconymi czołówkami. Tempo średnie, pomimo plecaka nie męczę się zbytnio. Czas płynie powoli. Od czasu do czasu mijają nas inne grupy. Przejeżdża też kilka ratraków, które wywożą alpinistów do skały Pastuchowa na. Oni też będą się chwalili że weszli na Elbrus, mimo że do wysokości 4500m nie kiwnęli palcem u nogi, bo wszędzie wjechali kolejkami i ratrakami, nic nie niosąc na własnym grzbiecie. W niecałe trzy godziny doganiamy pierwszą grupę i idziemy teraz razem. Po pięciu godzinach powoli zbliżamy się do trawersu w kierunku przełęczy. Zaczyna robić się szaro, wschodzi słońce. Wkrótce postój. Zdejmujemy czołówki, smarowanie twarzy kremem z filtrem UV i zakładamy okulary, ktoś coś je, pije i powoli grupa rusza dalej. Teraz Tomek niesie plecak. Jest 9:00, dalej trawersujemy zbocze i powoli zbliżamy się do przełęczy. Niestety przed przełęczą następuje rozdzielenie grupy. Część odchodzi, reszta leży i odpoczywa. Ja na wpół żywy, zbieram siły. W końcu po długim odpoczynku ruszamy. Ścieżka po której idziemy jest bardzo wąska. O 11:00 docieramy do przełęczy. Większość naszej grupy jest wykończona, nie zamierzają ruszać w dalszą drogę. Ja chcę, ale muszę odpocząć kilka minut, coś się napić, przygotować potrzebne rzeczy. Plecak zostawiam na przełęczy. Po 15 może 20 minutach ruszyłem z dwoma kolegami i przewodnikiem pod ostatnie długie i strome podejście. Potem miało już być łatwo i blisko do szczytu. Do upragnionego widoku szczytu upłynęły jeszcze dwie godziny, bo nie było tak blisko jak miało być. Wreszcie go ujrzałem. Wiedziałem że teraz już nic mnie nie powstrzyma. Dach dzikiej Europy będzie mój, choćbym miał się dalej czołgać. Na sukces musiałem czekać jeszcze prawie pół godziny. W dalszej drodze na szczyt spotkałem pierwszych Zdobywców z naszej grupy którzy już schodzili. Wreszcie nadeszła ta chwila i 8 sierpnia 2007r. o godzinie 13:30 dotknąłem kamienia na szczycie Elbrus 5642m. Było nas pięciu na szczycie, 2 przewodników, ja oraz Tomasz i Dariusz. Kilka krótkich minut, parę zdjęć, obrót 360 stopni, wspaniałe widoki i zaczynamy schodzić bo droga daleka, a pogoda może się szybko zmienić. Dotychczas prawie każdego dnia po południu zaczynało padać i pogoda się psuła. Zejście zajęło mi 5,5 godziny. Do obozu dotarłem przedostatni około 19:00. Choć cały dzień oprócz kilku kostek czekolady i wafelków nic nie jadłem, nie miałem siły i chęci coś gotować do zjedzenia. Bolało mnie gardło. Trochę popiłem ze starych zapasów i położyłem się do śpiwora. Wkrótce potem zasnąłem i spałem aż do samego rana.

9 - DZIEŃ:

Rankiem w czwartek 9 sierpnia ugotowałem herbatę i zjadłem małą konserwą. Przygotowałem jeszcze i zjadłem dwie menażki zupy i coraz radośniej patrzyłem na świat. Na szczyt weszło 15 osób licząc naszych przewodników. Dwie osoby zrezygnowały z dalszych prób, pozostałe pięć czekała powtórka z rozrywki. Zapadła decyzja. Zdobywcy schodzą do stacji kolejki Mir, zjeżdżają na dół i jadą do Tereskola na kwaterę. Wynajęty pod stacją kolejki bus w kilkanaście minut zawozi nas na kwaterę. Na kwaterze jedna łazienka i kibelek dla nas wszystkich, dlatego nie czekając na kąpiel poszedłem na zasłużone piwo.

10 do 14 DZIEŃ:

Czekały nas teraz monotonne chwile. Do czasu zejścia z Prijuta pozostałych, praktycznie kręciliśmy się tylko po Tereskolu. Czas upływał mi na zwiedzaniu okolicy, piciu piwa i jedzeniu. Pozostała piątka zdobyła szczyt w sobotę 11 sierpnia i zeszła na kwaterę do Tereskola w niedzielę. O 19:00 rozpoczęła się uroczysta kolacja Zdobywców. Jedzenie było dobre, a piwa nie brakowało. Wymiękłem po 22:00 i poszedłem na kwaterę spać. Najtwardsi bawili się podobno do 2-giej w nocy. Był to nasz ostatni dzień pobytu na Kaukazie. Rano w poniedziałek o 9:00 dwa busy zabrały nas do Mineralnych Wód na lotnisko. Jazda znowu trwała prawie cztery godziny. Po załatwieniu odprawy lecimy do Moskwy. Na dworcu kolejowym jesteśmy o 21:00. Pociąg do Brześcia odjeżdża przed północą. Po dotarciu do Brześcia, czekała nas jeszcze przesiadka na pociąg do Terespola. W Terespolu pożegnanie z uczestnikami i wyprawa Elbrus 2007 zostaje zakończona.

Relacja powstała przy współpracy z KRZYSZTOFEM SZELĄGIEM.

Serdeczne podziękowania dla Dariusza Gwiazdy za udostępnione materiały.

By akurzawa74
Source: http://www.podroze.pl/




» Odpowiedz

Opinie i komentarze (0)

fotoreportaze
Jeśli szukasz kredyt lub pożyczki na swój wymarzony i wgzotyczny wyjazd skorzystaj z oferty naszych partnerów finansowych, serwisów 7kredyt.pl oraz Internetowego Domu Kredytowego KredytHouse.pl

Sonda

Gdzie w tym roku spędzisz urlop?

W kraju, nad morzem

W kraju, nad jeziorem

W kraju, w górach

Za granicą

Najnowsze firmy w bazie

Tanie Bilety Lotnicze

Centrum Rezerwacji Lotów - tanie loty do większości lotnisk na świecie. Ponad 1000...

Bieszczady - noclegi pokoje...

Portal o Bieszczadach dla miłośników tych pięknych gór oraz dla tych co dopiero...

Newsletter

Jeżeli chcesz być informowany o nowościach w serwisie 7travel.pl, dodaj swój e-mail:

Portal 7travel.pl: Komunikaty | Reklama w serwisie | Zostań redaktorem | Współpraca z portalem 7travel.pl | Napisz do nas

Fora 7travel.pl: Hotele | Austria | Chorwacja | Grecja | Hiszpania | Turcja | Egipt | Maroko | Suwalszczyzna

© Copyright by 7travel.pl, 2009-2014